Jan Mulak

Był taki Człowiek.  Już go nie ma wśród nas, ale wiele osób o nim pamięta. To prawda, że coraz mniej – tak jest z ludźmi, którzy odeszli. Ale właśnie dlatego ci, którzy pamiętają, pragną Go przypomnieć i uhonorować.

Był prominentnym działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej i przed II wojną światową, i w trakcie okupacji, i po wojnie. Młodym ludziom warto przypomnieć, że PPS to nie „komuna”, że to PPS stało za budową kolejnych kolonii WSM, a nawet, że to PPS stworzyło Warszawską Spółdzielnię Spożywców (WSS). Ale właśnie komunistom to bardzo przeszkadzało – udało im się namówić część PPS-owców (np. Józefa Cyrankiewicza) na zjednoczenie z Polską Partią Robotniczą. I tak powstała niechlubnej pamięci Polska Zjednoczona Partia Robotnicza – rządząca Polską do „czasu przełomu” czyli do 1989 roku. 
Los tych, którzy „zjednoczenia” nie chcieli był przesądzony. Jeśli nie trafili do kazamatów „bezpieki”, to bodaj skazani byli na niebyt, nawet gdy prowadzili działalność chwalebną. Nazywał się Jan Mulak. I przez całe swe życie kipiał energią. Kipiał tam, gdzie mógł. Przez lata przedwojenne i wojenne – w polityce. Po wojnie – gdy go od polityki odsunięto, swą energię poświęcił drugiej swej pasji – sportowi, a konkretnie – lekkoatletyce. Nie powinniśmy dywagować o tym co by było, gdyby. Czy mógł coś z swoich socjalistycznych, ale anty-sowieckich idei zrealizować? W późnych latach swego życia próbował zresztą – i to z powodzeniem – wrócić do swoich PPS-owskich kolegów, ale siły już nie starczało. Ale przez te lata izolacji od świata polityki, czy raczej dzięki tej izolacji skierował swe niespożyte siły gdzie indziej, został jednym z najważniejszych działaczy sportowych w latach czterdziestych, pięćdziesiątych, sześćdziesiątych XX-go wieku. W Polsce słabo doceniany w latach bierutowskich, a sekowany jeszcze później (za Gomułki). Dla wielu polskich sportowców i miłośników sportu – legenda, dla władzy przez wiele lat – „non person”. Nie mówiło się o nim w radio, nie pisało się w prasie, nie zezwalano mu na wyjazdy za granicę. Jego poglądy polityczne w latach przedwojennych i wojennych uczyniły zeń przeciwnika Związku Sowieckiego. I skądinąd słusznie, ale zdominowana przez tępych komunistów władza nie tylko tego mu nie wybaczyła, ale próbowała również przeszkadzać na każdym kroku. Bez względu na odnoszone na niwie sportowej sukcesy. Trzeba było dopiero, by niemieccy działacze i dziennikarze sportowi nadlali tworzonej przez niego przez lata polskiej reprezentacji lekkoatletów miano Wunderteamu, po tym jak rozgromiła sportowców niemieckich. To Jemu zawdzięczamy ... O tym niech opowiedzą jednak Ci, którzy Jana Mulaka pamiętają znacznie lepiej – komentatorzy z lat 60-tych, wreszcie sam bohater, który „ruszył z posad bryłę” polskiej lekkoatletyki, to on zmienił dla wielu sposób myślenia o sporcie, to on pokazał, że wyczyn sportowy rodzi się z masowości i popularności sportu. I chwała Mu z to. Nam pozostaje opowiadać o czymś innym. To bowiem kolejny mądry, pracowity i skromny Żoliborzanin. Duma dzielnicy, z którą związał się na lata. Nam wypada zastanawiać się, jak tego Żoliborzanina uhonorować w naszej dzielnicy, zanim ubiegną nas mieszkańcy dzielnic ościennych. W załącznikach trochę fotografii i kilka tekstów pochodzących z rozmaitych lat – częściowo bezpośrednio, a częściowo pośrednio dotyczących Jana Mulaka. Bo gdy pisze się o polskiej lekkoatletyce sprzed lat już pięćdziesięciu – uciec od Niego nie można.

  1 4   6

Załączniki: